Dziękuję wam z całego serca za ponad 1000 wyświetleń <3 Jesteście cudowni!!! Nie wierzę w to XD
Przepraszam, że aż tyle czasu nie było rozdziału, ale nadal mam mega brak weny, a poza tym miałam karę :'(
___
Hermiona po tym, co usłyszała od Harry'ego nie mogła uwierzyć, że nie powiedział jej wcześniej. Była jednocześnie zła na chłopaka, a z drugiej strony zaczęła się martwić o niego, bo był w niebezpieczeństwie, a Voldemort mógł być wszędzie.
Wracali po ciemku z błoni, kiedy spotkali na korytarzu Malfoy'a. Draco spojrzał tylko na Harry'ego z pogardą i poszedł dalej, co spowodowało u Harry'ego niekontrolowaną salwę śmiechu.
-Co cię tak rozśmieszyło?-zapytała Hermiona.
-Ty nie widziałaś, jak on się mnie wystraszył?- Harry'emu brakowało już tlenu w płucach i z trudem wydusił to zdanie.
Hermiona nie wybuchnęła śmiechem, tak jak Potter, ale również ją to śmieszyło. Odkąd chodzą do tej szkoły się nienawidzą. Draco zawsze wyśmiewał się z jej statusu krwi, co mimo tego, że Hermiona go nienawidziła, sprawiało jej ból. W końcu to on jest poniżany, a nie brązowowłosa lub ktokolwiek z jej przyjaciół.
Kiedy oboje Gryfonów wróciło do Pokoju Wspólnego czekał już na nich Ron. Widocznie miał jakąś prośbę. Podszedł do nich i powiedział o co chodzi:
-Słuchajcie, bo chodzi o Ginny- zaczął, a Harry z Hermioną spojrzeli po sobie ze zdziwionymi minami.- Bo głupio jej, że się z wami pokłóciła, i że próbowała was skłócić.
Harry chciał już powiedzieć coś chamskiego, ale Hermiona szturchnęła go łokciem w brzuch. Nadal była trochę zła na Ginny, ale nie chciała się z nią kłócić, bo to w końcu była kiedyś jej najlepsza przyjaciółka. Jednak skoro tak jej zależało, to czemu przekazuje to przez Rona, a nie podejdzie sama.
-Ale czemu ciebie wysyła, zamiast pogadać w oczy?- zapytała Hermiona.
-Nie wiem w sumie, chyba po prostu nie potrafi wam tego w oczy powiedzieć.
-To my nie potrafimy się pogodzić przez pośrednika- palnął Wybraniec.
Dziewczyna szturchnęła Harry'ego łokciem w brzuch i powiedziała:
-Wiesz Ron, my byśmy się pogodzili, bo to nasza przyjaciółka, ale wolelibyśmy też z nią pogadać.
Harry uśmiechał się głupio, po czym jak Ron poszedł po Ginny powiedział do Hermiony:
-Po co chcesz się godzić? Po tym jak chciała nas rozdzielić?!
-Harry- zaczęła dziewczyna.- Trzeba wybaczać, a poza tym to nasza przyjaciółka.
-No dobra, jak chcesz, kochanie- uległ dziewczynie i pocałował ją delikatnie w policzek.
Chwilę później przyszła trochę zestresowana Ginny. Wyjaśnili sobie wszystko i znów było w porządku.
Następnego dnia Harry, Hermiona i Ron szli na transmutację i mijali właśnie Malfoy'a, obok którego byli jego goryle: Goyle i Crabbe. Nie wyglądał już na przestraszonego, kiedy zaczął wrzeszczeć na pół korytarza:
-WREDNA, RUDA SZLAMA! Śmierciożercy zrobią z tobą porządek.
Ron próbował złapać Harry'ego za ramię, ale nie udało mu się. Chłopak jeszcze nigdy nie był tak wściekły na Malfoy'a. Miał ochotę go rozszarpać. Rzucił się na blondyna i walnął go z całej siły w twarz. Z nosa Draco zaczęła lecieć krew, a Crabbe i Goyle szybko się zmyli, kiedy zobaczyli minę Harry'ego. Nagle na korytarz wszedł Snape i McGonnagal...
Harrmione - True Love
Blog o Harry'm i Hermionie. Zapraszam serdecznie do czytania :)
Harrmione - True Love
czwartek, 26 listopada 2015
sobota, 31 października 2015
ROZDZIAŁ XIV
Dziękuję wam ogromnie za 600 wyświetleń bloga! Nie jest to może jakoś mega wiele w porównaniu do niektórych blogów, ale dla mnie to ma duże znaczenie! Jestem wam na prawdę wdzięczna!
___
Harry wraz z Weasley'ami wrócili do Nory, a Harry'ego ból natychmiast ustał. Razem z Ronem wrócili do jego sypialni i usiedli na łóżkach, rozmawiając o tym, co przed chwilą miało miejsce.
-Harry wydaje mi się, że Voldemort na serio opętał Lucjusza Malfoya- powiedział Ron.
-To staje się coraz bardziej prawdopodobne, ale dlaczego wtedy nad jeziorem bolała mnie blizna?- Harry starał się wywnioskować coś logicznego, ale zawsze pojawiało się coś, co uniemożliwiało mu dojście do rozwiązania.
-A może był gdzieś w pobliżu po prostu, na przykład po drugiej stronie jeziora, bądź w Zakazanym Lesie?- podsunął Ron.
Wtedy Harry doszedł do wniosku, że to rzeczywiście może być prawda. Sam-Wiesz-Kto wykorzystuje pewnie Malfoya, żeby zbliżyć się do niego. Harry musi, więc uważać na siebie bardziej niż zazwyczaj. Siedzieli tak z Ronem jeszcze długi czas wciąż rozmawiając o Malfoyu i ich podejrzeniach wobec niego, kiedy do Rona coś dotarło:
-Stary! Powinieneś chyba powiedzieć o tym wszystkim Hermionie- powiedział nagle.- Wiem, że nie chcesz, żeby się martwiła, ale jeszcze gorzej będzie jeśli ją będziesz okłamywał, a poza tym nawet jeśli mamy do czegoś dojść, to bez niej nic nam się nie uda.
-Wiem o tym, ale nie chcę jej zamartwiać na święta- odparł Harry.- Powiem jej, jak wrócimy do Hogwartu.
***
Dwa dni później... Był dzień Bożego Narodznia. Harry zapomniał na chwilę o tym, co się stało, a kiedy zszedł rano z Ronem na dół i zobaczyli stosik prezentów pod choinką, pomyślał sobie, że bardzo chciałby przeżyć te święta z Hermioną. Brakowało mu jej bardziej niż kiedykolwiek, dlatego wysłał jej dość dużą paczkę, żeby choć trochę zapełnić pustkę, jaką w jego sercu sprawiała tęsknota. Harry zaczął rozpakowywać swoje paczki. Jedna była od Hermiony. Z uśmiechem na twarzy zaczął rozwijać papier prezentowy. W środku pudełka była książka o Quidditchu oraz słodycze, a na samym dnie kartoniku leżała ręcznie pisana kartka świąteczna. Harry otworzył ją i zaczął czytać:
___
Harry wraz z Weasley'ami wrócili do Nory, a Harry'ego ból natychmiast ustał. Razem z Ronem wrócili do jego sypialni i usiedli na łóżkach, rozmawiając o tym, co przed chwilą miało miejsce.
-Harry wydaje mi się, że Voldemort na serio opętał Lucjusza Malfoya- powiedział Ron.
-To staje się coraz bardziej prawdopodobne, ale dlaczego wtedy nad jeziorem bolała mnie blizna?- Harry starał się wywnioskować coś logicznego, ale zawsze pojawiało się coś, co uniemożliwiało mu dojście do rozwiązania.
-A może był gdzieś w pobliżu po prostu, na przykład po drugiej stronie jeziora, bądź w Zakazanym Lesie?- podsunął Ron.
Wtedy Harry doszedł do wniosku, że to rzeczywiście może być prawda. Sam-Wiesz-Kto wykorzystuje pewnie Malfoya, żeby zbliżyć się do niego. Harry musi, więc uważać na siebie bardziej niż zazwyczaj. Siedzieli tak z Ronem jeszcze długi czas wciąż rozmawiając o Malfoyu i ich podejrzeniach wobec niego, kiedy do Rona coś dotarło:
-Stary! Powinieneś chyba powiedzieć o tym wszystkim Hermionie- powiedział nagle.- Wiem, że nie chcesz, żeby się martwiła, ale jeszcze gorzej będzie jeśli ją będziesz okłamywał, a poza tym nawet jeśli mamy do czegoś dojść, to bez niej nic nam się nie uda.
-Wiem o tym, ale nie chcę jej zamartwiać na święta- odparł Harry.- Powiem jej, jak wrócimy do Hogwartu.
***
Dwa dni później... Był dzień Bożego Narodznia. Harry zapomniał na chwilę o tym, co się stało, a kiedy zszedł rano z Ronem na dół i zobaczyli stosik prezentów pod choinką, pomyślał sobie, że bardzo chciałby przeżyć te święta z Hermioną. Brakowało mu jej bardziej niż kiedykolwiek, dlatego wysłał jej dość dużą paczkę, żeby choć trochę zapełnić pustkę, jaką w jego sercu sprawiała tęsknota. Harry zaczął rozpakowywać swoje paczki. Jedna była od Hermiony. Z uśmiechem na twarzy zaczął rozwijać papier prezentowy. W środku pudełka była książka o Quidditchu oraz słodycze, a na samym dnie kartoniku leżała ręcznie pisana kartka świąteczna. Harry otworzył ją i zaczął czytać:
Kochany Harry!
Z okazji Bożego Narodzenia życzę Ci zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiego, co sobie tylko zapragniesz. Bardzo za Tobą tęsknię, chciałabym spędzić te święta z tobą. Kocham Cię najmocniej na świecie. Na szczęście niedługo już się zobaczymy.
Całusy, Hermiona
Harry był szczęśliwy, ale jednocześnie też smutny. Mimo, że wolał być w Norze z Weasley'ami niż na Privet Drive, to i tak tęsknił za Hermioną, bez której święta Bożego Narodzenia nie sprawiały mu radości.
***
Dwa tygodnie później Państwo Weasley'owie odwieźli Harry'ego i swoje dzieci na peron 9 i 3/4, gdzie czekała już Hermiona. Harry nie zastanawiając się ani sekundy podbiegł do dziewczyny i podniósł ją kręcąc się przy tym. Hermiona także stęskniła się za chłopakiem, zastanawiała się nawet, czy w połowie ferii nie przyjechać do Weasley'ów, ale została jednak w domu.
Harry, gdy postawił Hermionę na ziemię przyciągnął ją i do siebie i pocałował. Przez całe ferie nie był tak szczęśliwy, jak w tamtym momencie. Po chwili wsiedli razem do pociągu i usiedli w wolnym przedziale razem z Ronem i Ginny. Ginny przez całe ferie usiłowała zwrócić na siebie uwagę Harry'ego, ale Harry wciąż myślał o Hermionie. Starał się nie zwracać uwagi na rudowłosą i gdy tylko było to możliwe odchodził gdzieś, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś głupiego. Przekonał się już, że siostra Rona zdolna jest do wszystkiego.
Gdy dotarli do Hogwartu, a wszyscy znaleźli się w Wielkiej Sali, Malfoy co jakiś czas spoglądał na Harry'ego, ale nie śmiał nawet się odezwać. Wtedy Harry'emu przypomniało się, co działo się u Weasley'ów, i że miał o tym wszystkim powiedzieć Hermionie. Po zjedzeniu kolacji Harry złapał Hermionę za nadgarstek i zaprowadził na błonie. Usiadł z nią na trawie i nie wiedząc za bardzo od czego zacząć patrzał się po prostu w rozświetloną blaskiem księżyca trawę.
-Ymm, Harry po co mnie tutaj przyprowadziłeś?- zapytała Hermiona.
-Bo muszę Ci o czymś powiedzieć- odpowiedział.- Powinienem napisać ci to jeszcze w ferie, ale nie chciałem, żebyś się martwiła.
Hermiona spojrzała na Harry'ego, a on opowiedział jej o wszystkim, co wydarzyło się tamtego wieczora...
wtorek, 20 października 2015
ROZDZIAŁ XIII
To jest kolejny rozdział :D Dziękuję za wsparcie jakie mi okazujecie i za to, że wspieracie mnie w tym, co robię. Szczególnie chciałabym podziękować Kubie, który pisze ze mną od jakiegoś czasu i pomaga mi ogarnąć wątki i wszystko. Dedykuję mu ten udział i jeszcze raz bardzo ci dziękuję, bo to niesamowite uczucie kiedy widzisz, że na świecie jest ktoś kto docenia twój wysiłek i pracę, jaką wkładasz w cokolwiek. Miłego czytania kochani :*
___
Podczas podróży pociągiem do Londynu Harry, Ron i Hermiona siedzieli w przedziale rozmawiając o Bożym Narodzeniu. Harry nie miał ochoty rozstawać się z Hermioną, ale z drugiej strony czułby się mało komfortowo spędzając prawie dwa tygodnie z rodzicami swojej dziewczyny. Z czasem podróż dobiegła końca, a na peronie czekali już rodzice Hermiony oraz rodzice bliźniaków, Ginny i Rona. Harry wyszedł z Hermioną za rękę, co zauważyli jej rodzice i państwo Weasley'owie. Dziewczyna stanęła przed rodzicami trochę zawstydzona, bo nie napisała im w listach, że jest z Harrym. Na szczęście nie byli źli. Wręcz przeciwnie, potraktowali go, jak nowego członka rodziny. Tylko ojciec Hermiony wziął go na bok i zagroził, że jeśli ją zrani, to będzie miał drugą bliznę na czole. Harry'ego zamurowało i nie wiedział, co ma powiedzieć. Kiwnął tylko głową, a mężczyzna uśmiechnął się do niego i poklepał go po ramieniu, że na razie nie ma czego się bać. Obaj wrócili do Weasley'ów oraz Hermiony i jej mamy. Pan Weasley doszedł do wniosku, że muszą już iść, więc Harry spojrzał na Hermionę, a potem na jej rodziców, ale nie zastanawiał się długo. Przytulił ją i szepnął jej do ucha, że kocha ją najbardziej na świecie i że będzie tęsknił, po czym pocałował ją w usta. Nie bardzo obchodziło go, to co powiedzą jej rodzice. Dla Harry'ego liczyła się tylko ona. Hermiona się zarumieniła, chyba bała się reakcji rodziców, a zwłaszcza taty, ale olała to i uśmiechnęła się do Harry'ego. W tamtym momencie chłopak wahał się między spaniem na podwórku Hermiony, tak żeby jej rodzice go nie zauważyli, a pojechaniem z Weasley'ami. Pojechał jednak z rodziną rudzielców. Po 10 minutach już tęsknił za ukochaną, ale stwierdził, że musi z Ronem pogadać o tym, co działo się nad jeziorem, o jego bliźnie.
-Jak myślisz- powiedział Ron.- Czy to może mieć jakiś związek z Sam Wiesz Kim?
-Wydaje mi się, że tak.- odpowiedział Harry.
-A zauważyłeś, że Malfoy ostatnio nas omija i nawet nas nie zaczepia?- zapytał rudzielec.
-Tylko by spróbował coś powiedzieć- zaszydził Harry.- Ale tak na serio, to wydaje mi się, że pewnie jego ojciec coś knuje, a jemu kazał się nie zbliżać, żeby czegoś nie chlapnął.
Za około godzinę byli w Norze. Harry nadal się zastanawiał o tym, o czym rozmawiali z Ronem. Wydawało mu się, że mimo wszystko Lucjusz Malfoy nie może być na razie w cokolwiek zamieszany, bo to nie przy nim szczypie go blizna. To oznaczałoby, że wtedy przy jeziorze gdzieś blisko był Voldemort. Zaczął się zastanawiać, co może być nie tak, bo tylko, jak spędzał czas z Hermioną to bolała go blizna. W tamtym momencie przyszła mu do głowy myśl odrażająca, ale bardzo prawdopodobna. Przypomniało mu się, jak w drugiej klasie sporządzali w łazience Jęczącej Marty eliksir wielosokowy, który powodował, że można zmienić się w dowolną osobę. Możliwe, że Voldemort za pomocą tego eliskiru zmienił się w dziewczynę Harry;ego. Dlatego właśnie mogła boleć go blizna. Próbował wyrzucić tą myśl z siebie, ale to było niemożliwe. Tylko zastanowiło Harry'ego to, że w pociągu, mimo że siedział obok Hermiony nie bolała go blizna. Może Voldemort zostawił Hermionę w spokoju na święta. Kiedy Harry powiedział o wszystkim Ronowi, Ron powiedział:
-Z takiego punktu widzenia to jest możliwe, ale Voldemort nie jest aż tak głupi, żeby podszywać się za dziecko mugoli, a tym bardziej się z tobą całować. Natychmiast by cię odepchnął nie sądzisz? Przynajmniej mi się wydaje, że aż tak mu na rozum nie padło.
Wtedy Harry zaczął się zastanawiać i stwierdził, że to faktycznie mało prawdopodobne. Szczególnie, że Riddle ma obsesję na punkcie czystości krwi.
Pół godziny później pani Weasley zawołała ich na kolację. Harry usiadł przy stole i zaczął jeść tosta, kiedy znowu zaczęła boleć go blizna. Wtedy był już pewien, że Voldemort nie podszywa się pod Hermionę. Zostawił jedzenie i wybiegł przed dom. Ron ruszył za nim i spytał się o co chodzi. Harry wyjaśnił mu, że Voldemort musi być blisko. Stanęli przed Norą z wyciągniętymi różdżkami oglądając się dookoła. Niczego nie było widać w mroku, ale nagle Harry zobaczył kosmyk jasnych blond włosów w trawie. Trawa była prawie wysokości Harry'ego, więc nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że to dobrze znana chłopcom osoba. Po chwili z trawy wynurzył się Draco Malfoy, a za nim jego ojciec. Harry machnął różdżką bez zastanowienia i krzyknął: Rictusempra. Lucjusz machnął ręką i zatrzymał zaklęcie. Z domu wybiegł Artur Weasley i bliźniacy z różdżkami w dłoniach.
-Malfoy!- wrzasnął pan Weasley.- Czego tu węszysz?
-Nie denerwuj się Arturze.- powiedział ze spokojem Lucjusz.- Twojej rodzinie nic się nie stanie, jeśli tylko oddasz nam tego chłopaka- dodał wskazując palcem na Harry'ego.
Pan Weasley miał już coś powiedzieć, kiedy Harry się wtrącił.
-Pójdę z wami- powiedział.- Ale macie dać spokój Weasley'om i moim przyjaciołom. A i jeszcze chcę wziąć swoje rzeczy z góry.
Ojciec rudzielców spojrzał się na Harry'ego, którego wyraz twarzy mówił: "Spokojnie, wiem co robię."
Na twarzy obu Malfoy'ów widać było z jednej strony radość (bo pewnie, gdyby go nie przyprowadzili Czarny Pan, by się z nimi odpowiednio rozprawił), a z drugiej zdziwienie, że Potter poddał się bez walki. Harry wszedł do Nory nie odpowiadając na pytania nikogo. Wbiegł na górę do pokoju Rona, gdzie miał swoje rzeczy. Chwycił pelerynę niewidkę i narzucił ją na siebie. Kiedy wyszedł z domu nikt go nie zauważył, więc podszedł do Dracona i chwycił go za szyję, po czym stanął z nim obok Weasley'ów. Zrzucił z siebie pelerynę i przytknął Draconowi różdżkę do gardła. Lucjusz nie widział, co ma robić. Harry miał różdżkę wycelowaną w jego syna, a wszyscy Weasley'owie mierzyli na niego.
-A teraz będzie tak!- krzyknął Harry.- Ja uwolnię twojego syna w zamian, że zostawicie w spokoju mnie, Weasley'ów i HERMIONĘ!
-Ech.. Niech ci będzie głupcze!
Harry puścił powoli Draco, ale jak odchodził przerażony, Harry kopnął go w tyłek, a ten wylądował twarzą w błocie.
-A to, żeby cię nie kusiło dokuczanie Hermionie w szkole- dodał.- A jak się dowiem, to inaczej to rozegramy!
Lucjusz chwycił syna za rękę i deportowali się.
___
PS: To chyba najdłuższy rozdział :D Mam nadzieję, że się podoba! Jeszcze raz pozdrawiam Kubę i dziękuję za wszystko :)
___
Podczas podróży pociągiem do Londynu Harry, Ron i Hermiona siedzieli w przedziale rozmawiając o Bożym Narodzeniu. Harry nie miał ochoty rozstawać się z Hermioną, ale z drugiej strony czułby się mało komfortowo spędzając prawie dwa tygodnie z rodzicami swojej dziewczyny. Z czasem podróż dobiegła końca, a na peronie czekali już rodzice Hermiony oraz rodzice bliźniaków, Ginny i Rona. Harry wyszedł z Hermioną za rękę, co zauważyli jej rodzice i państwo Weasley'owie. Dziewczyna stanęła przed rodzicami trochę zawstydzona, bo nie napisała im w listach, że jest z Harrym. Na szczęście nie byli źli. Wręcz przeciwnie, potraktowali go, jak nowego członka rodziny. Tylko ojciec Hermiony wziął go na bok i zagroził, że jeśli ją zrani, to będzie miał drugą bliznę na czole. Harry'ego zamurowało i nie wiedział, co ma powiedzieć. Kiwnął tylko głową, a mężczyzna uśmiechnął się do niego i poklepał go po ramieniu, że na razie nie ma czego się bać. Obaj wrócili do Weasley'ów oraz Hermiony i jej mamy. Pan Weasley doszedł do wniosku, że muszą już iść, więc Harry spojrzał na Hermionę, a potem na jej rodziców, ale nie zastanawiał się długo. Przytulił ją i szepnął jej do ucha, że kocha ją najbardziej na świecie i że będzie tęsknił, po czym pocałował ją w usta. Nie bardzo obchodziło go, to co powiedzą jej rodzice. Dla Harry'ego liczyła się tylko ona. Hermiona się zarumieniła, chyba bała się reakcji rodziców, a zwłaszcza taty, ale olała to i uśmiechnęła się do Harry'ego. W tamtym momencie chłopak wahał się między spaniem na podwórku Hermiony, tak żeby jej rodzice go nie zauważyli, a pojechaniem z Weasley'ami. Pojechał jednak z rodziną rudzielców. Po 10 minutach już tęsknił za ukochaną, ale stwierdził, że musi z Ronem pogadać o tym, co działo się nad jeziorem, o jego bliźnie.
-Jak myślisz- powiedział Ron.- Czy to może mieć jakiś związek z Sam Wiesz Kim?
-Wydaje mi się, że tak.- odpowiedział Harry.
-A zauważyłeś, że Malfoy ostatnio nas omija i nawet nas nie zaczepia?- zapytał rudzielec.
-Tylko by spróbował coś powiedzieć- zaszydził Harry.- Ale tak na serio, to wydaje mi się, że pewnie jego ojciec coś knuje, a jemu kazał się nie zbliżać, żeby czegoś nie chlapnął.
Za około godzinę byli w Norze. Harry nadal się zastanawiał o tym, o czym rozmawiali z Ronem. Wydawało mu się, że mimo wszystko Lucjusz Malfoy nie może być na razie w cokolwiek zamieszany, bo to nie przy nim szczypie go blizna. To oznaczałoby, że wtedy przy jeziorze gdzieś blisko był Voldemort. Zaczął się zastanawiać, co może być nie tak, bo tylko, jak spędzał czas z Hermioną to bolała go blizna. W tamtym momencie przyszła mu do głowy myśl odrażająca, ale bardzo prawdopodobna. Przypomniało mu się, jak w drugiej klasie sporządzali w łazience Jęczącej Marty eliksir wielosokowy, który powodował, że można zmienić się w dowolną osobę. Możliwe, że Voldemort za pomocą tego eliskiru zmienił się w dziewczynę Harry;ego. Dlatego właśnie mogła boleć go blizna. Próbował wyrzucić tą myśl z siebie, ale to było niemożliwe. Tylko zastanowiło Harry'ego to, że w pociągu, mimo że siedział obok Hermiony nie bolała go blizna. Może Voldemort zostawił Hermionę w spokoju na święta. Kiedy Harry powiedział o wszystkim Ronowi, Ron powiedział:
-Z takiego punktu widzenia to jest możliwe, ale Voldemort nie jest aż tak głupi, żeby podszywać się za dziecko mugoli, a tym bardziej się z tobą całować. Natychmiast by cię odepchnął nie sądzisz? Przynajmniej mi się wydaje, że aż tak mu na rozum nie padło.
Wtedy Harry zaczął się zastanawiać i stwierdził, że to faktycznie mało prawdopodobne. Szczególnie, że Riddle ma obsesję na punkcie czystości krwi.
Pół godziny później pani Weasley zawołała ich na kolację. Harry usiadł przy stole i zaczął jeść tosta, kiedy znowu zaczęła boleć go blizna. Wtedy był już pewien, że Voldemort nie podszywa się pod Hermionę. Zostawił jedzenie i wybiegł przed dom. Ron ruszył za nim i spytał się o co chodzi. Harry wyjaśnił mu, że Voldemort musi być blisko. Stanęli przed Norą z wyciągniętymi różdżkami oglądając się dookoła. Niczego nie było widać w mroku, ale nagle Harry zobaczył kosmyk jasnych blond włosów w trawie. Trawa była prawie wysokości Harry'ego, więc nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że to dobrze znana chłopcom osoba. Po chwili z trawy wynurzył się Draco Malfoy, a za nim jego ojciec. Harry machnął różdżką bez zastanowienia i krzyknął: Rictusempra. Lucjusz machnął ręką i zatrzymał zaklęcie. Z domu wybiegł Artur Weasley i bliźniacy z różdżkami w dłoniach.
-Malfoy!- wrzasnął pan Weasley.- Czego tu węszysz?
-Nie denerwuj się Arturze.- powiedział ze spokojem Lucjusz.- Twojej rodzinie nic się nie stanie, jeśli tylko oddasz nam tego chłopaka- dodał wskazując palcem na Harry'ego.
Pan Weasley miał już coś powiedzieć, kiedy Harry się wtrącił.
-Pójdę z wami- powiedział.- Ale macie dać spokój Weasley'om i moim przyjaciołom. A i jeszcze chcę wziąć swoje rzeczy z góry.
Ojciec rudzielców spojrzał się na Harry'ego, którego wyraz twarzy mówił: "Spokojnie, wiem co robię."
Na twarzy obu Malfoy'ów widać było z jednej strony radość (bo pewnie, gdyby go nie przyprowadzili Czarny Pan, by się z nimi odpowiednio rozprawił), a z drugiej zdziwienie, że Potter poddał się bez walki. Harry wszedł do Nory nie odpowiadając na pytania nikogo. Wbiegł na górę do pokoju Rona, gdzie miał swoje rzeczy. Chwycił pelerynę niewidkę i narzucił ją na siebie. Kiedy wyszedł z domu nikt go nie zauważył, więc podszedł do Dracona i chwycił go za szyję, po czym stanął z nim obok Weasley'ów. Zrzucił z siebie pelerynę i przytknął Draconowi różdżkę do gardła. Lucjusz nie widział, co ma robić. Harry miał różdżkę wycelowaną w jego syna, a wszyscy Weasley'owie mierzyli na niego.
-A teraz będzie tak!- krzyknął Harry.- Ja uwolnię twojego syna w zamian, że zostawicie w spokoju mnie, Weasley'ów i HERMIONĘ!
-Ech.. Niech ci będzie głupcze!
Harry puścił powoli Draco, ale jak odchodził przerażony, Harry kopnął go w tyłek, a ten wylądował twarzą w błocie.
-A to, żeby cię nie kusiło dokuczanie Hermionie w szkole- dodał.- A jak się dowiem, to inaczej to rozegramy!
Lucjusz chwycił syna za rękę i deportowali się.
___
PS: To chyba najdłuższy rozdział :D Mam nadzieję, że się podoba! Jeszcze raz pozdrawiam Kubę i dziękuję za wszystko :)
piątek, 16 października 2015
ROZDZIAŁ XII
Dziękuję wam za 400 wyświetleń! Nawet nie wiecie jak się cieszę :D Jesteście niesamowici! Dziękuję za to, co dla mnie robicie!
____
Harry kierował Hermionę w stronę Zakazanego Lasu, ale nagle skręcił w stronę Jeziora. Usiadł z nią nad wodą i trzymał za ręce. Hermiona myślała, że pewnie chce powiedzieć jej coś ważnego, ale Harry objął ją ramieniem, przytulił do siebie i patrzał w taflę wody. Dziewczyna zastanawiała się, o co może chodzić, ale Harry nadal milczał.
-Harry, po co tutaj przyszliśmy?- zapytała w końcu.
-Tak sobie.- odparł.- Chciałem spędzić z tobą czas w tym pięknym miejscu.
Hermiona nie bardzo wiedziała, co ma na to powiedzieć, bo bała się, że nie zdążą na lekcję, ale siedziała przytulona do Harry'ego nawet się nie odzywając, uznała, że Harry wie, co robi.
-Wiesz co?- powiedział nagle chłopak.
-Nie?- Hermiona zdziwiona trochę tym pytaniem odpowiedziała.
-To jezioro prawie jest najpiękniejszym miejscem, jakie mogę oglądać, ale nie jest najpiękniejsze- odezwał się Harry.
-A co jest najpiękniejsze?- dopytała dziewczyna.
-Odpowiedź jest prosta- odparł.- Ty jesteś najpiękniejsza.
Hermiona zarumieniła się i nie odpowiedziała. Harry zdjął z niej swoje ramię i spojrzał jej w oczy. Uwielbiał patrzeć na te piękne, błyszczące oczy. Były dla niego ukojeniem w bólu i pocieszeniem smutku. Choć Hermiona zazwyczaj była skryta i cicha, jej oczy mówiły wszystko. Czy jest smutna, czy wesoła, czy śmieje się lub czy płacze. Wtedy była szczęśliwa, że ma kogoś takiego, jak Harry, że może na niego liczyć, bo on zawsze jest przy niej. Harry pochylił się nad nią i pocałował ją lekko w usta, po czym wstał, złapał ją za dłonie i podniósł, a potem trzymając się za ręce ruszyli na zajęcia.
***
Minął już prawie cały semestr. Za parę dni uczniowie rozjeżdżali się do swoich domów na święta Bożego Narodzenia. Tylko Harry i kilku innych uczniów zostawało w szkole. Harry nie miał nawet ochoty wracać do Dursley'ów na święta. Z resztą oni i tak go tam nie chcieli. Za dwa dni Gwiazdka, więc Harry chciał spędzić z Hermioną, jak najwięcej czasu, bo nie będzie jej widział około dwóch tygodni. Była akurat sobota. Jedli śniadanie w Wielkiej Sali, kiedy do Harry'ego podszedł Ron, który nie odzywał się odkąd się pokłócili.
-Stary, możemy pogadać?- zapytał łapiąc go za ramię.
-Ech.. No okay- powiedział Harry niechętnie.
Odeszli kawałek dalej i Ron zaczął mówić:
-Nie chcę się wiecznie kłócić, nie może być, jak dawniej?
-Ale czego ty właściwie oczekujesz?- zapytał z wyrzutem Harry.- Przez tyle czasu nie odezwałeś się słowem. Przez ten cały czas raniłeś Hermionę, ciągle przez ciebie płakała mi w ramię, a kiedy w końcu jest szczęśliwa pojawiasz się ty.
-No wiem, jak to wygląda, ale na serio już nic nie mam do was.- odpowiedział Ron.- Chcę, żebyśmy znowu byli przyjaciółmi. Daj mi szansę, proszę.
Harry spojrzał na Rona i przez chwilę zastanawiał się, jak ma na to zareagować, po czym stwierdził, że to jest jednak jego przyjaciel i może mu to wybaczyć.
-Ron ja ci to wybaczam, na serio, ale nie wiem, jak z Hermioną.- powiedział za chwilę.
Ron nie odpowiedział. Podał Harry'emu rękę na zgodę i przytulił po kumpelsku.
Stali jeszcze chwilę nic nie mówiąc, a kiedy Harry już chciał wrócić, żeby skończyć śniadanie, Ron zatrzymał go jeszcze na chwilę.
-Słuchaj Harry, mama się pytała, czy nie chcesz wpaść do nas na święta?- zapytał.- Bo nie ma sensu, żebyś sam tu siedział.
-W sumie, chętnie.- odpowiedział i ruszyli w stronę stołu Gryffonów.
Po zjedzonym śniadaniu Harry i Hermiona poszli się przejść nad jezioro. Szli wzdłuż brzegu, trzymając się za ręce, a potem usiedli na starej, zniszczonej ławce nad samą wodą. Hermiona opierała się głową o ramię chłopaka, kiedy Harry złapał się ręką za bliznę.
-Co się dzieje?- Hermiona podniosła się i spojrzała na Pottera.
-Nie, nic- powiedział i pocałował ją w policzek.
Piekący ból nie ustawał, ale Harry nie chciał niczego mówić Hermionie, bo za chwilę Święta i nie chciał, żeby się o niego martwiła.
____
Harry kierował Hermionę w stronę Zakazanego Lasu, ale nagle skręcił w stronę Jeziora. Usiadł z nią nad wodą i trzymał za ręce. Hermiona myślała, że pewnie chce powiedzieć jej coś ważnego, ale Harry objął ją ramieniem, przytulił do siebie i patrzał w taflę wody. Dziewczyna zastanawiała się, o co może chodzić, ale Harry nadal milczał.
-Harry, po co tutaj przyszliśmy?- zapytała w końcu.
-Tak sobie.- odparł.- Chciałem spędzić z tobą czas w tym pięknym miejscu.
Hermiona nie bardzo wiedziała, co ma na to powiedzieć, bo bała się, że nie zdążą na lekcję, ale siedziała przytulona do Harry'ego nawet się nie odzywając, uznała, że Harry wie, co robi.
-Wiesz co?- powiedział nagle chłopak.
-Nie?- Hermiona zdziwiona trochę tym pytaniem odpowiedziała.
-To jezioro prawie jest najpiękniejszym miejscem, jakie mogę oglądać, ale nie jest najpiękniejsze- odezwał się Harry.
-A co jest najpiękniejsze?- dopytała dziewczyna.
-Odpowiedź jest prosta- odparł.- Ty jesteś najpiękniejsza.
Hermiona zarumieniła się i nie odpowiedziała. Harry zdjął z niej swoje ramię i spojrzał jej w oczy. Uwielbiał patrzeć na te piękne, błyszczące oczy. Były dla niego ukojeniem w bólu i pocieszeniem smutku. Choć Hermiona zazwyczaj była skryta i cicha, jej oczy mówiły wszystko. Czy jest smutna, czy wesoła, czy śmieje się lub czy płacze. Wtedy była szczęśliwa, że ma kogoś takiego, jak Harry, że może na niego liczyć, bo on zawsze jest przy niej. Harry pochylił się nad nią i pocałował ją lekko w usta, po czym wstał, złapał ją za dłonie i podniósł, a potem trzymając się za ręce ruszyli na zajęcia.
***
Minął już prawie cały semestr. Za parę dni uczniowie rozjeżdżali się do swoich domów na święta Bożego Narodzenia. Tylko Harry i kilku innych uczniów zostawało w szkole. Harry nie miał nawet ochoty wracać do Dursley'ów na święta. Z resztą oni i tak go tam nie chcieli. Za dwa dni Gwiazdka, więc Harry chciał spędzić z Hermioną, jak najwięcej czasu, bo nie będzie jej widział około dwóch tygodni. Była akurat sobota. Jedli śniadanie w Wielkiej Sali, kiedy do Harry'ego podszedł Ron, który nie odzywał się odkąd się pokłócili.
-Stary, możemy pogadać?- zapytał łapiąc go za ramię.
-Ech.. No okay- powiedział Harry niechętnie.
Odeszli kawałek dalej i Ron zaczął mówić:
-Nie chcę się wiecznie kłócić, nie może być, jak dawniej?
-Ale czego ty właściwie oczekujesz?- zapytał z wyrzutem Harry.- Przez tyle czasu nie odezwałeś się słowem. Przez ten cały czas raniłeś Hermionę, ciągle przez ciebie płakała mi w ramię, a kiedy w końcu jest szczęśliwa pojawiasz się ty.
-No wiem, jak to wygląda, ale na serio już nic nie mam do was.- odpowiedział Ron.- Chcę, żebyśmy znowu byli przyjaciółmi. Daj mi szansę, proszę.
Harry spojrzał na Rona i przez chwilę zastanawiał się, jak ma na to zareagować, po czym stwierdził, że to jest jednak jego przyjaciel i może mu to wybaczyć.
-Ron ja ci to wybaczam, na serio, ale nie wiem, jak z Hermioną.- powiedział za chwilę.
Ron nie odpowiedział. Podał Harry'emu rękę na zgodę i przytulił po kumpelsku.
Stali jeszcze chwilę nic nie mówiąc, a kiedy Harry już chciał wrócić, żeby skończyć śniadanie, Ron zatrzymał go jeszcze na chwilę.
-Słuchaj Harry, mama się pytała, czy nie chcesz wpaść do nas na święta?- zapytał.- Bo nie ma sensu, żebyś sam tu siedział.
-W sumie, chętnie.- odpowiedział i ruszyli w stronę stołu Gryffonów.
Po zjedzonym śniadaniu Harry i Hermiona poszli się przejść nad jezioro. Szli wzdłuż brzegu, trzymając się za ręce, a potem usiedli na starej, zniszczonej ławce nad samą wodą. Hermiona opierała się głową o ramię chłopaka, kiedy Harry złapał się ręką za bliznę.
-Co się dzieje?- Hermiona podniosła się i spojrzała na Pottera.
-Nie, nic- powiedział i pocałował ją w policzek.
Piekący ból nie ustawał, ale Harry nie chciał niczego mówić Hermionie, bo za chwilę Święta i nie chciał, żeby się o niego martwiła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)