Harrmione - True Love

Harrmione - True Love

sobota, 31 października 2015

ROZDZIAŁ XIV

Dziękuję wam ogromnie za 600 wyświetleń bloga! Nie jest to może jakoś mega wiele w porównaniu do niektórych blogów, ale dla mnie to ma duże znaczenie! Jestem wam na prawdę wdzięczna!

___

Harry wraz z Weasley'ami wrócili do Nory, a Harry'ego ból natychmiast ustał. Razem z Ronem wrócili do jego sypialni i usiedli na łóżkach, rozmawiając o tym, co przed chwilą miało miejsce.
-Harry wydaje mi się, że Voldemort na serio opętał Lucjusza Malfoya- powiedział Ron.
-To staje się coraz bardziej prawdopodobne, ale dlaczego wtedy nad jeziorem bolała mnie blizna?- Harry starał się wywnioskować coś logicznego, ale zawsze pojawiało się coś, co uniemożliwiało mu dojście do rozwiązania.
-A może był gdzieś w pobliżu po prostu, na przykład po drugiej stronie jeziora, bądź w Zakazanym Lesie?- podsunął Ron.
Wtedy Harry doszedł do wniosku, że to rzeczywiście może być prawda. Sam-Wiesz-Kto wykorzystuje pewnie Malfoya, żeby zbliżyć się do niego. Harry musi, więc uważać na siebie bardziej niż zazwyczaj. Siedzieli tak z Ronem jeszcze długi czas wciąż rozmawiając o Malfoyu i ich podejrzeniach wobec niego, kiedy do Rona coś dotarło:
-Stary! Powinieneś chyba powiedzieć o tym wszystkim Hermionie- powiedział nagle.- Wiem, że nie chcesz, żeby się martwiła, ale jeszcze gorzej będzie jeśli ją będziesz okłamywał, a poza tym nawet jeśli mamy do czegoś dojść, to bez niej nic nam się nie uda.
-Wiem o tym, ale nie chcę jej zamartwiać na święta- odparł Harry.- Powiem jej, jak wrócimy do Hogwartu.

***

Dwa dni później... Był dzień Bożego Narodznia. Harry zapomniał na chwilę o tym, co się stało, a kiedy zszedł rano z Ronem na dół i zobaczyli stosik prezentów pod choinką, pomyślał sobie, że bardzo chciałby przeżyć te święta z Hermioną. Brakowało mu jej bardziej niż kiedykolwiek, dlatego wysłał jej dość dużą paczkę, żeby choć trochę zapełnić pustkę, jaką w jego sercu sprawiała tęsknota. Harry zaczął rozpakowywać swoje paczki. Jedna była od Hermiony. Z uśmiechem na twarzy zaczął rozwijać papier prezentowy. W środku pudełka była książka o Quidditchu oraz słodycze, a na samym dnie kartoniku leżała ręcznie pisana kartka świąteczna. Harry otworzył ją i zaczął czytać:
Kochany Harry!
Z okazji Bożego Narodzenia życzę Ci zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiego, co sobie tylko zapragniesz. Bardzo za Tobą tęsknię, chciałabym spędzić te święta z tobą. Kocham Cię najmocniej na świecie. Na szczęście niedługo już się zobaczymy. 
Całusy, Hermiona

Harry był szczęśliwy, ale jednocześnie też smutny. Mimo, że wolał być w Norze z Weasley'ami niż na Privet Drive, to i tak tęsknił za Hermioną, bez której święta Bożego Narodzenia nie sprawiały mu radości. 

***

Dwa tygodnie później Państwo Weasley'owie odwieźli Harry'ego i swoje dzieci na peron 9 i 3/4, gdzie czekała już Hermiona. Harry nie zastanawiając się ani sekundy podbiegł do dziewczyny i podniósł ją kręcąc się przy tym. Hermiona także stęskniła się za chłopakiem, zastanawiała się nawet, czy w połowie ferii nie przyjechać do Weasley'ów, ale została jednak w domu. 
Harry, gdy postawił Hermionę na ziemię przyciągnął ją i do siebie i pocałował. Przez całe ferie nie był tak szczęśliwy, jak w tamtym momencie. Po chwili wsiedli razem do pociągu i usiedli w wolnym przedziale razem z Ronem i Ginny. Ginny przez całe ferie usiłowała zwrócić na siebie uwagę Harry'ego, ale Harry wciąż myślał o Hermionie. Starał się nie zwracać uwagi na rudowłosą i gdy tylko było to możliwe odchodził gdzieś, żeby przypadkiem nie zrobić czegoś głupiego. Przekonał się już, że siostra Rona zdolna jest do wszystkiego. 
Gdy dotarli do Hogwartu, a wszyscy znaleźli się w Wielkiej Sali, Malfoy co jakiś czas spoglądał na Harry'ego, ale nie śmiał nawet się odezwać. Wtedy Harry'emu przypomniało się, co działo się u Weasley'ów, i że miał o tym wszystkim powiedzieć Hermionie. Po zjedzeniu kolacji Harry złapał Hermionę za nadgarstek i zaprowadził na błonie. Usiadł z nią na trawie i nie wiedząc za bardzo od czego zacząć patrzał się po prostu w rozświetloną blaskiem księżyca trawę. 
-Ymm, Harry po co mnie tutaj przyprowadziłeś?- zapytała Hermiona. 
-Bo muszę Ci o czymś powiedzieć- odpowiedział.- Powinienem napisać ci to jeszcze w ferie, ale nie chciałem, żebyś się martwiła. 
Hermiona spojrzała na Harry'ego, a on opowiedział jej o wszystkim, co wydarzyło się tamtego wieczora...

wtorek, 20 października 2015

ROZDZIAŁ XIII

To jest kolejny rozdział :D Dziękuję za wsparcie jakie mi okazujecie i za to, że wspieracie mnie w tym, co robię. Szczególnie chciałabym podziękować Kubie, który pisze ze mną od jakiegoś czasu i pomaga mi ogarnąć wątki i wszystko. Dedykuję mu ten udział i jeszcze raz bardzo ci dziękuję, bo to niesamowite uczucie kiedy widzisz, że na świecie jest ktoś kto docenia twój wysiłek i pracę, jaką wkładasz w cokolwiek. Miłego czytania kochani :*
___

Podczas podróży pociągiem do Londynu Harry, Ron i Hermiona siedzieli w przedziale rozmawiając o Bożym Narodzeniu. Harry nie miał ochoty rozstawać się z Hermioną, ale z drugiej strony czułby się mało komfortowo spędzając prawie dwa tygodnie z rodzicami swojej dziewczyny. Z czasem podróż dobiegła końca, a na peronie czekali już rodzice Hermiony oraz rodzice bliźniaków, Ginny i Rona. Harry wyszedł z Hermioną za rękę, co zauważyli jej rodzice i państwo Weasley'owie. Dziewczyna stanęła przed rodzicami trochę zawstydzona, bo nie napisała im w listach, że jest z Harrym. Na szczęście nie byli źli. Wręcz przeciwnie, potraktowali go, jak nowego członka rodziny. Tylko ojciec Hermiony wziął go na bok i zagroził, że jeśli ją zrani, to będzie miał drugą bliznę na czole. Harry'ego zamurowało i nie wiedział, co ma powiedzieć. Kiwnął tylko głową, a mężczyzna uśmiechnął się do niego i poklepał go po ramieniu, że na razie nie ma czego się bać. Obaj wrócili do Weasley'ów oraz Hermiony i jej mamy. Pan Weasley doszedł do wniosku, że muszą już iść, więc Harry spojrzał na Hermionę, a potem na jej rodziców, ale nie zastanawiał się długo. Przytulił ją i szepnął jej do ucha, że kocha ją najbardziej na świecie i że będzie tęsknił, po czym pocałował ją w usta. Nie bardzo obchodziło go, to co powiedzą jej rodzice. Dla Harry'ego liczyła się tylko ona. Hermiona się zarumieniła, chyba bała się reakcji rodziców, a zwłaszcza taty, ale olała to i uśmiechnęła się do Harry'ego. W tamtym momencie chłopak wahał się między spaniem na podwórku Hermiony, tak żeby jej rodzice go nie zauważyli, a pojechaniem z Weasley'ami. Pojechał jednak z rodziną rudzielców. Po 10 minutach już tęsknił za ukochaną, ale stwierdził, że musi z Ronem pogadać o tym, co działo się nad jeziorem, o jego bliźnie.
-Jak myślisz- powiedział Ron.- Czy to może mieć jakiś związek z Sam Wiesz Kim?
-Wydaje mi się, że tak.- odpowiedział Harry.
-A zauważyłeś, że Malfoy ostatnio nas omija i nawet nas nie zaczepia?- zapytał rudzielec.
-Tylko by spróbował coś powiedzieć- zaszydził Harry.- Ale tak na serio, to wydaje mi się, że pewnie jego ojciec coś knuje, a jemu kazał się nie zbliżać, żeby czegoś nie chlapnął.

Za około godzinę byli w Norze. Harry nadal się zastanawiał o tym, o czym rozmawiali z Ronem. Wydawało mu się, że mimo wszystko Lucjusz Malfoy nie może być na razie w cokolwiek zamieszany, bo to nie przy nim szczypie go blizna. To oznaczałoby, że wtedy przy jeziorze gdzieś blisko był Voldemort. Zaczął się zastanawiać, co może być nie tak, bo tylko, jak spędzał czas z Hermioną to bolała go blizna. W tamtym momencie przyszła mu do głowy myśl odrażająca, ale bardzo prawdopodobna. Przypomniało mu się, jak w drugiej klasie sporządzali w łazience Jęczącej Marty eliksir wielosokowy, który powodował, że można zmienić się w dowolną osobę. Możliwe, że Voldemort za pomocą tego eliskiru zmienił się w dziewczynę Harry;ego. Dlatego właśnie mogła boleć go blizna. Próbował wyrzucić tą myśl z siebie, ale to było niemożliwe. Tylko zastanowiło Harry'ego to, że w pociągu, mimo że siedział obok Hermiony nie bolała go blizna. Może Voldemort zostawił Hermionę w spokoju na święta. Kiedy Harry powiedział o wszystkim Ronowi, Ron powiedział:
-Z takiego punktu widzenia to jest możliwe, ale Voldemort  nie jest aż tak głupi, żeby podszywać się za dziecko mugoli, a tym bardziej się z tobą całować. Natychmiast by cię odepchnął nie sądzisz? Przynajmniej mi się wydaje, że aż tak mu na rozum nie padło.
Wtedy Harry zaczął się zastanawiać i stwierdził, że to faktycznie mało prawdopodobne. Szczególnie, że Riddle ma obsesję na punkcie czystości krwi.
Pół godziny później pani Weasley zawołała ich na kolację. Harry usiadł przy stole i zaczął jeść tosta, kiedy znowu zaczęła boleć go blizna. Wtedy był już pewien, że Voldemort nie podszywa się pod Hermionę. Zostawił jedzenie i wybiegł przed dom. Ron ruszył za nim i spytał się o co chodzi. Harry wyjaśnił mu, że Voldemort musi być blisko. Stanęli przed Norą z wyciągniętymi różdżkami oglądając się dookoła. Niczego nie było widać w mroku, ale nagle Harry zobaczył kosmyk jasnych blond włosów w trawie. Trawa była prawie wysokości Harry'ego, więc nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że to dobrze znana chłopcom osoba. Po chwili z trawy wynurzył się Draco Malfoy, a za nim jego ojciec. Harry machnął różdżką bez zastanowienia i krzyknął: Rictusempra. Lucjusz machnął ręką i zatrzymał zaklęcie. Z domu wybiegł Artur Weasley i bliźniacy z różdżkami w dłoniach.
-Malfoy!- wrzasnął pan Weasley.- Czego tu węszysz?
-Nie denerwuj się Arturze.- powiedział ze spokojem Lucjusz.- Twojej rodzinie nic się nie stanie, jeśli tylko oddasz nam tego chłopaka- dodał wskazując palcem na Harry'ego.
Pan Weasley miał już coś powiedzieć, kiedy Harry się wtrącił.
-Pójdę z wami- powiedział.- Ale macie dać spokój Weasley'om i moim przyjaciołom. A i jeszcze chcę wziąć swoje rzeczy z góry.
Ojciec rudzielców spojrzał się na Harry'ego, którego wyraz twarzy mówił: "Spokojnie, wiem co robię."
Na twarzy obu Malfoy'ów widać było z jednej strony radość (bo pewnie, gdyby go nie przyprowadzili Czarny Pan, by się z nimi odpowiednio rozprawił), a z drugiej zdziwienie, że Potter poddał się bez walki. Harry wszedł do Nory nie odpowiadając na pytania nikogo. Wbiegł na górę do pokoju Rona, gdzie miał swoje rzeczy. Chwycił pelerynę niewidkę i narzucił ją na siebie. Kiedy wyszedł z domu nikt go nie zauważył, więc podszedł do Dracona i chwycił go za szyję, po czym stanął z nim obok Weasley'ów. Zrzucił z siebie pelerynę i przytknął Draconowi różdżkę do gardła. Lucjusz nie widział, co ma robić. Harry miał różdżkę wycelowaną w jego syna, a wszyscy Weasley'owie mierzyli na niego.
-A teraz będzie tak!- krzyknął Harry.- Ja uwolnię twojego syna w zamian, że zostawicie w spokoju mnie, Weasley'ów i HERMIONĘ!
-Ech.. Niech ci będzie głupcze!
Harry puścił powoli Draco, ale jak odchodził przerażony, Harry kopnął go w tyłek, a ten wylądował twarzą w błocie.
-A to, żeby cię nie kusiło dokuczanie Hermionie w szkole- dodał.- A jak się dowiem, to inaczej to rozegramy!
Lucjusz chwycił syna za rękę i deportowali się.

___

PS: To chyba najdłuższy rozdział :D Mam nadzieję, że się podoba! Jeszcze raz pozdrawiam Kubę i dziękuję za wszystko :)

piątek, 16 października 2015

ROZDZIAŁ XII

Dziękuję wam za 400 wyświetleń! Nawet nie wiecie jak się cieszę :D Jesteście niesamowici! Dziękuję za to, co dla mnie robicie!

____

Harry kierował Hermionę w stronę Zakazanego Lasu, ale nagle skręcił w stronę Jeziora. Usiadł z nią nad wodą i trzymał za ręce. Hermiona myślała, że pewnie chce powiedzieć jej coś ważnego, ale Harry objął ją ramieniem, przytulił do siebie i patrzał w taflę wody. Dziewczyna zastanawiała się, o co może chodzić, ale Harry nadal milczał.
-Harry, po co tutaj przyszliśmy?- zapytała w końcu.
-Tak sobie.- odparł.- Chciałem spędzić z tobą czas w tym pięknym miejscu.
Hermiona nie bardzo wiedziała, co ma na to powiedzieć, bo bała się, że nie zdążą na lekcję, ale siedziała przytulona do Harry'ego nawet się nie odzywając, uznała, że Harry wie, co robi.
-Wiesz co?- powiedział nagle chłopak.
-Nie?- Hermiona zdziwiona trochę tym pytaniem odpowiedziała.
-To jezioro prawie jest najpiękniejszym miejscem, jakie mogę oglądać, ale nie jest najpiękniejsze- odezwał się Harry.
-A co jest najpiękniejsze?- dopytała dziewczyna.
-Odpowiedź jest prosta- odparł.- Ty jesteś najpiękniejsza.
Hermiona zarumieniła się i nie odpowiedziała. Harry zdjął z niej swoje ramię i spojrzał jej w oczy. Uwielbiał patrzeć na te piękne, błyszczące oczy. Były dla niego ukojeniem w bólu i pocieszeniem smutku. Choć Hermiona zazwyczaj była skryta i cicha, jej oczy mówiły wszystko. Czy jest smutna, czy wesoła, czy śmieje się lub czy płacze. Wtedy była szczęśliwa, że ma kogoś takiego, jak Harry, że może na niego liczyć, bo on zawsze jest przy niej. Harry pochylił się nad nią i pocałował ją lekko w usta, po czym wstał, złapał ją za dłonie i podniósł, a potem trzymając się za ręce ruszyli na zajęcia.

***

Minął już prawie cały semestr. Za parę dni uczniowie rozjeżdżali się do swoich domów na święta Bożego Narodzenia. Tylko Harry i kilku innych uczniów zostawało w szkole. Harry nie miał nawet ochoty wracać do Dursley'ów na święta. Z resztą oni i tak go tam nie chcieli. Za dwa dni Gwiazdka, więc Harry chciał spędzić z Hermioną, jak najwięcej czasu, bo nie będzie jej widział około dwóch tygodni. Była akurat sobota. Jedli śniadanie w Wielkiej Sali, kiedy do Harry'ego podszedł Ron, który nie odzywał się odkąd się pokłócili.
-Stary, możemy pogadać?- zapytał łapiąc go za ramię.
-Ech.. No okay- powiedział Harry niechętnie.
Odeszli kawałek dalej i Ron zaczął mówić:
-Nie chcę się wiecznie kłócić, nie może być, jak dawniej?
-Ale czego ty właściwie oczekujesz?- zapytał z wyrzutem Harry.- Przez tyle czasu nie odezwałeś się słowem. Przez ten cały czas raniłeś Hermionę, ciągle przez ciebie płakała mi w ramię, a kiedy w końcu jest szczęśliwa pojawiasz się ty.
-No wiem, jak to wygląda, ale na serio już nic nie mam do was.- odpowiedział Ron.- Chcę, żebyśmy znowu byli przyjaciółmi. Daj mi szansę, proszę.
Harry spojrzał na Rona i przez chwilę zastanawiał się, jak ma na to zareagować, po czym stwierdził, że to jest jednak jego przyjaciel i może mu to wybaczyć.
-Ron ja ci to wybaczam, na serio, ale nie wiem, jak z Hermioną.- powiedział za chwilę.
Ron nie odpowiedział. Podał Harry'emu rękę na zgodę i przytulił po kumpelsku.
Stali jeszcze chwilę nic nie mówiąc, a kiedy Harry już chciał wrócić, żeby skończyć śniadanie, Ron zatrzymał go jeszcze na chwilę.
-Słuchaj Harry, mama się pytała, czy nie chcesz wpaść do nas na święta?- zapytał.- Bo nie ma sensu, żebyś sam tu siedział.
-W sumie, chętnie.- odpowiedział i ruszyli w stronę stołu Gryffonów.
Po zjedzonym śniadaniu Harry i Hermiona poszli się przejść nad jezioro. Szli wzdłuż brzegu, trzymając się za ręce, a potem usiedli na starej, zniszczonej ławce nad samą wodą. Hermiona opierała się głową o ramię chłopaka, kiedy Harry złapał się ręką za bliznę.
-Co się dzieje?- Hermiona podniosła się i spojrzała na Pottera.
-Nie, nic- powiedział i pocałował ją w policzek.
Piekący ból nie ustawał, ale Harry nie chciał niczego mówić Hermionie, bo za chwilę Święta i nie chciał, żeby się o niego martwiła.

sobota, 10 października 2015

ROZDZIAŁ XI

Kochani! Już ponad 350 wyświetleń. Bardzo wam za to dziękuję i liczę, że będzie ich więcej i że ten rozdział także wam się spodoba.
_____

Nagle do klasy wparował Snape. Harry odsunął się od Hermiony i wyciągnął książki z torby. Po Snape'ie widać było, że jest bardziej rozwścieczony niż kiedykolwiek. Machnął różdżką i pozaciągał wszystkie rolety w sali. Harry siedział i patrzał na Snape'a, zerkając co chwila na Hermionę i uśmiechając się do niej. Po kilku minutach Snape zorientował się, że Harry uśmiecha się w stronę dziewczyny i warknął na niego:
-A co tobie tak wesoło, Potter?
Harry spojrzał na niego, a uśmiech natychmiast zniknął mu z twarzy. Nic nie odpowiedział, co jeszcze bardziej wkurzyło nauczyciela.
-Skoro uważasz, że wszystko wiesz i nie musisz słuchać, to powiedz mi, czym różni się animag od wilkołaka.
-Ale to nawet nie jest z eliksirów!- uniósł się Harry.
-To w takim razie o czym mówiłem?- zapytał drwiąco Snape.
Harry nie odpowiedział, więc Snape dumny z siebie powiedział:
-Szlaban Potter!
Harry siedział przez resztę lekcji ze zwieszoną głową, po czym gdy kierował się do wyjścia usłyszał za sobą:
-Nie tak szybko Potter!
Hermiona odwróciła głowę i spojrzała na Herry'ego. Harry powiedział cicho:
-Idź, zaraz cię dogonię.
Wrócił się na drugi koniec sali i stanął przed Snapem, po czym słuchał 5-minutowego wykładu, jak ma się zachowywać na lekcji, a na koniec Snape powiedział mu, że ma tygodniowy szlaban i od jutra będzie po lekcjach czyścił puchary z Filchem.
Harry'ego nie ucieszyła ta wiadomość, bo Filch- woźny Hogwartu- zawsze jest wredny, a szczególnie dla uczniów. Wyszedł z sali eliksirów i zobaczył Rona idącego w stronę wyjścia z zamku, ponieważ czekała ich teraz lekcja zielarstwa. Minął przyjaciela nie odzywając się do niego słowem i starał się wypatrzeć gdzieś z przodu Hermionę, ale nigdzie jej nie widział, więc uznał, że pewnie już jest poza zamkiem. Harry wciąż myślał o tym, co go czeka przez najbliższy tydzień, kiedy podbiegł do niego Ron i zaczął go przepraszać za to co zrobił, że chce się pogodzić itp. Harry słuchał go niechętnie, ale w końcu powiedział:
-Stary, ja nie rozumiem jednego. Skoro chciałeś, żeby Hermiona była szczęśliwa, to po co próbowałeś nas skłócić! Nie jestem jakiś zawistny, nie chowam urazy, ale teraz przegiąłeś. Cześć!
Harry zobaczył Hermionę czekającą na niego przy wyjściu z zamku. Pobiegł do niej i ją przytulił. Potem wyszli razem z zamku i Harry opowiedział Hermionie, co chciał od niego Ron. Hermiona wiedziała, że musi mu wyjaśnić, co Ron powiedział do niej, gdy on był szpitalu. Nie chciała mu o tym mówić, ale się przełamała, bo uznała, że nie może wiecznie tego ukrywać.
Harry po tym, co usłyszał długo nic nie mówił, ale w końcu wydusił z siebie:
-No i teraz mam jasność, dlaczego on to zrobił, ale wiem jedno, że on na ciebie nie zasługuje, po tym ile razy cię skrzywdził...
Harry zobaczył na twarzy Hermiony zamyślenie i smutek. Nie bardzo wiedział, jak ma ją pocieszyć. Spojrzał na zegarek. Zielarstwo zaczynało się dopiero za 20 minut. Chwycił Hermionę za rękę i ruszył z nią w stronę błoni.