To jest kolejny rozdział :D Dziękuję za wsparcie jakie mi okazujecie i za to, że wspieracie mnie w tym, co robię. Szczególnie chciałabym podziękować Kubie, który pisze ze mną od jakiegoś czasu i pomaga mi ogarnąć wątki i wszystko. Dedykuję mu ten udział i jeszcze raz bardzo ci dziękuję, bo to niesamowite uczucie kiedy widzisz, że na świecie jest ktoś kto docenia twój wysiłek i pracę, jaką wkładasz w cokolwiek. Miłego czytania kochani :*
___
Podczas podróży pociągiem do Londynu Harry, Ron i Hermiona siedzieli w przedziale rozmawiając o Bożym Narodzeniu. Harry nie miał ochoty rozstawać się z Hermioną, ale z drugiej strony czułby się mało komfortowo spędzając prawie dwa tygodnie z rodzicami swojej dziewczyny. Z czasem podróż dobiegła końca, a na peronie czekali już rodzice Hermiony oraz rodzice bliźniaków, Ginny i Rona. Harry wyszedł z Hermioną za rękę, co zauważyli jej rodzice i państwo Weasley'owie. Dziewczyna stanęła przed rodzicami trochę zawstydzona, bo nie napisała im w listach, że jest z Harrym. Na szczęście nie byli źli. Wręcz przeciwnie, potraktowali go, jak nowego członka rodziny. Tylko ojciec Hermiony wziął go na bok i zagroził, że jeśli ją zrani, to będzie miał drugą bliznę na czole. Harry'ego zamurowało i nie wiedział, co ma powiedzieć. Kiwnął tylko głową, a mężczyzna uśmiechnął się do niego i poklepał go po ramieniu, że na razie nie ma czego się bać. Obaj wrócili do Weasley'ów oraz Hermiony i jej mamy. Pan Weasley doszedł do wniosku, że muszą już iść, więc Harry spojrzał na Hermionę, a potem na jej rodziców, ale nie zastanawiał się długo. Przytulił ją i szepnął jej do ucha, że kocha ją najbardziej na świecie i że będzie tęsknił, po czym pocałował ją w usta. Nie bardzo obchodziło go, to co powiedzą jej rodzice. Dla Harry'ego liczyła się tylko ona. Hermiona się zarumieniła, chyba bała się reakcji rodziców, a zwłaszcza taty, ale olała to i uśmiechnęła się do Harry'ego. W tamtym momencie chłopak wahał się między spaniem na podwórku Hermiony, tak żeby jej rodzice go nie zauważyli, a pojechaniem z Weasley'ami. Pojechał jednak z rodziną rudzielców. Po 10 minutach już tęsknił za ukochaną, ale stwierdził, że musi z Ronem pogadać o tym, co działo się nad jeziorem, o jego bliźnie.
-Jak myślisz- powiedział Ron.- Czy to może mieć jakiś związek z Sam Wiesz Kim?
-Wydaje mi się, że tak.- odpowiedział Harry.
-A zauważyłeś, że Malfoy ostatnio nas omija i nawet nas nie zaczepia?- zapytał rudzielec.
-Tylko by spróbował coś powiedzieć- zaszydził Harry.- Ale tak na serio, to wydaje mi się, że pewnie jego ojciec coś knuje, a jemu kazał się nie zbliżać, żeby czegoś nie chlapnął.
Za około godzinę byli w Norze. Harry nadal się zastanawiał o tym, o czym rozmawiali z Ronem. Wydawało mu się, że mimo wszystko Lucjusz Malfoy nie może być na razie w cokolwiek zamieszany, bo to nie przy nim szczypie go blizna. To oznaczałoby, że wtedy przy jeziorze gdzieś blisko był Voldemort. Zaczął się zastanawiać, co może być nie tak, bo tylko, jak spędzał czas z Hermioną to bolała go blizna. W tamtym momencie przyszła mu do głowy myśl odrażająca, ale bardzo prawdopodobna. Przypomniało mu się, jak w drugiej klasie sporządzali w łazience Jęczącej Marty eliksir wielosokowy, który powodował, że można zmienić się w dowolną osobę. Możliwe, że Voldemort za pomocą tego eliskiru zmienił się w dziewczynę Harry;ego. Dlatego właśnie mogła boleć go blizna. Próbował wyrzucić tą myśl z siebie, ale to było niemożliwe. Tylko zastanowiło Harry'ego to, że w pociągu, mimo że siedział obok Hermiony nie bolała go blizna. Może Voldemort zostawił Hermionę w spokoju na święta. Kiedy Harry powiedział o wszystkim Ronowi, Ron powiedział:
-Z takiego punktu widzenia to jest możliwe, ale Voldemort nie jest aż tak głupi, żeby podszywać się za dziecko mugoli, a tym bardziej się z tobą całować. Natychmiast by cię odepchnął nie sądzisz? Przynajmniej mi się wydaje, że aż tak mu na rozum nie padło.
Wtedy Harry zaczął się zastanawiać i stwierdził, że to faktycznie mało prawdopodobne. Szczególnie, że Riddle ma obsesję na punkcie czystości krwi.
Pół godziny później pani Weasley zawołała ich na kolację. Harry usiadł przy stole i zaczął jeść tosta, kiedy znowu zaczęła boleć go blizna. Wtedy był już pewien, że Voldemort nie podszywa się pod Hermionę. Zostawił jedzenie i wybiegł przed dom. Ron ruszył za nim i spytał się o co chodzi. Harry wyjaśnił mu, że Voldemort musi być blisko. Stanęli przed Norą z wyciągniętymi różdżkami oglądając się dookoła. Niczego nie było widać w mroku, ale nagle Harry zobaczył kosmyk jasnych blond włosów w trawie. Trawa była prawie wysokości Harry'ego, więc nie zdziwiłby się gdyby okazało się, że to dobrze znana chłopcom osoba. Po chwili z trawy wynurzył się Draco Malfoy, a za nim jego ojciec. Harry machnął różdżką bez zastanowienia i krzyknął: Rictusempra. Lucjusz machnął ręką i zatrzymał zaklęcie. Z domu wybiegł Artur Weasley i bliźniacy z różdżkami w dłoniach.
-Malfoy!- wrzasnął pan Weasley.- Czego tu węszysz?
-Nie denerwuj się Arturze.- powiedział ze spokojem Lucjusz.- Twojej rodzinie nic się nie stanie, jeśli tylko oddasz nam tego chłopaka- dodał wskazując palcem na Harry'ego.
Pan Weasley miał już coś powiedzieć, kiedy Harry się wtrącił.
-Pójdę z wami- powiedział.- Ale macie dać spokój Weasley'om i moim przyjaciołom. A i jeszcze chcę wziąć swoje rzeczy z góry.
Ojciec rudzielców spojrzał się na Harry'ego, którego wyraz twarzy mówił: "Spokojnie, wiem co robię."
Na twarzy obu Malfoy'ów widać było z jednej strony radość (bo pewnie, gdyby go nie przyprowadzili Czarny Pan, by się z nimi odpowiednio rozprawił), a z drugiej zdziwienie, że Potter poddał się bez walki. Harry wszedł do Nory nie odpowiadając na pytania nikogo. Wbiegł na górę do pokoju Rona, gdzie miał swoje rzeczy. Chwycił pelerynę niewidkę i narzucił ją na siebie. Kiedy wyszedł z domu nikt go nie zauważył, więc podszedł do Dracona i chwycił go za szyję, po czym stanął z nim obok Weasley'ów. Zrzucił z siebie pelerynę i przytknął Draconowi różdżkę do gardła. Lucjusz nie widział, co ma robić. Harry miał różdżkę wycelowaną w jego syna, a wszyscy Weasley'owie mierzyli na niego.
-A teraz będzie tak!- krzyknął Harry.- Ja uwolnię twojego syna w zamian, że zostawicie w spokoju mnie, Weasley'ów i HERMIONĘ!
-Ech.. Niech ci będzie głupcze!
Harry puścił powoli Draco, ale jak odchodził przerażony, Harry kopnął go w tyłek, a ten wylądował twarzą w błocie.
-A to, żeby cię nie kusiło dokuczanie Hermionie w szkole- dodał.- A jak się dowiem, to inaczej to rozegramy!
Lucjusz chwycił syna za rękę i deportowali się.
___
PS: To chyba najdłuższy rozdział :D Mam nadzieję, że się podoba! Jeszcze raz pozdrawiam Kubę i dziękuję za wszystko :)
Supcio :)
OdpowiedzUsuńDziękuuuję <3 Cieszę się, że ci się podoba :))
Usuń